Rozmowy między Warszawą a Waszyngtonem w sprawie utworzenia pierwszej stałej bazy wojskowej Stanów Zjednoczonych w Polsce weszły w kolejny etap. Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że po uzyskaniu pozytywnej odpowiedzi od szefa Pentagonu Pete’a Hegsetha, w Departamencie Obrony trwa obecnie przegląd rozmieszczenia sił zbrojnych USA, który ma stanowić podstawę do dalszych decyzji. Według szefa MON, stała obecność wojsk amerykańskich miałaby wzmocnić potencjał odstraszania i zwiększyć bezpieczeństwo Polski.
Projekt zyskał formalne polityczne zaplecze w połowie czerwca, gdy rząd przyjął uchwałę inicjującą działania na rzecz powstania stałej bazy. Dokument uruchomił prace nad zestawieniem możliwych lokalizacji, analizą niezbędnej infrastruktury i wyceną całego przedsięwzięcia wraz ze wskazaniem źródeł finansowania. Kosiniak-Kamysz podkreśla, że proces po stronie amerykańskiej jest „bardzo sformalizowany”, a polski rząd ma już „zielone światło” Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Narodowego z udziałem premiera Donalda Tuska na organizację projektu i zabezpieczenie środków.
Jednym z kluczowych wątków negocjacji pozostaje koszt inwestycji. Według wcześniejszych szacunków MON całość nakładów na budowę i wyposażenie stałej bazy może sięgnąć kilkunastu miliardów złotych. Znaczna część tej kwoty miałaby zostać pokryta z budżetu polskiego, co – jak przyznaje Kosiniak-Kamysz – stanowi obecnie jedno z głównych zadań rządu w obszarze obronności. W tle toczy się dyskusja publiczna; szef MON wskazuje, że blisko 60 proc. społeczeństwa popiera projekt stałej bazy.
Wśród potencjalnych lokalizacji Ministerstwo Obrony wymienia przede wszystkim Poznań i Wrocław, które – jak podkreśla Kosiniak-Kamysz – są wysoko oceniane przez stronę amerykańską. W Poznaniu już dziś funkcjonuje rozbudowany amerykański kompleks na wschodniej flance NATO, we Wrocławiu trwa modernizacja lotniska, a w Świętoszowie niedawno ukończono budowę specjalistycznego terminalu kolejowego dla stacjonujących tam wojsk USA. Projekt stałej bazy staje się również elementem wewnętrznej debaty politycznej: Kancelaria Prezydenta akcentuje własne działania z ostatnich miesięcy na rzecz zwiększenia obecności wojsk USA w Polsce, domagając się jednocześnie od rządu łagodzenia napięć w relacjach z Waszyngtonem.

Promocje na alkohol w sieci Biedronka znalazły się w centrum ostrego sporu z lekarzami. Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie apeluje do dyskontu o rewizję polityki promocyjnej, wskazując szczególnie na ofertę „2+1” na tzw. małpki – małe butelki wódki, których trzy sztuki można było kupić za niespełna 20 zł. Samorząd lekarski ocenia, że wielosztukowe akcje sprzedażowe, takie jak „kup dwie, trzecia gratis”, wykraczają poza zwykłe narzędzia marketingowe, ponieważ dotyczą produktu o wysokim potencjale uzależniającym i znaczących konsekwencjach zdrowotnych oraz społecznych.
„Nie kupujemy małpek czy piwa na zapas. Jak kupujemy, to pijemy. Sklepy to wiedzą, a mimo wszystko zachowują się w sposób nieetyczny” – mówi dr Teresa Zalewska, psychiatra i członkini OIL w Szczecinie. Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie Michał Bulsa dodaje, że promocja małych butelek wódki „go zszokowała” i wpisuje się w szerszy problem reklam i akcji sprzedażowych, które – w ocenie lekarzy – „wprost alkoholizują społeczeństwo”, zwłaszcza przed długimi weekendami i wakacjami.
Samorząd lekarski zarzuca sieciom handlowym brak odpowiedzialności i podkreśla, że oferowanie wielopaków czy promocji typu „kup jeden, drugi gratis” przekłada się na wzrost konsumpcji. W opublikowanym stanowisku OIL w Szczecinie określa działania Biedronki jako „skandaliczne i nieetyczne” oraz zapowiada, że jeśli sieć nie zrezygnuje z takich form promocji, do odpowiednich organów trafi formalne zawiadomienie. Bulsa zwraca przy tym uwagę na – jego zdaniem – niekonsekwentną politykę władz publicznych: z jednej strony forsowany jest zakaz sprzedaży alkoholu po godz. 22, z drugiej od lat nie ma skutecznych narzędzi ograniczających agresywny marketing napojów procentowych.
Spór o „małpki” wpisuje się w szerszą debatę o skali spożycia wysokoprocentowych alkoholi w Polsce. Według przytaczanych przez lekarzy szacunków w kraju każdego dnia sprzedawanych jest ponad milion małych butelek, a niektóre dane mówią nawet o 3 mln sztuk dziennie, co w ujęciu miesięcznym daje co najmniej 40 mln sprzedanych „małpek”. Równolegle w rządzie toczy się dyskusja nad objęciem tych opakowań systemem kaucyjnym, co ma przede wszystkim wymiar środowiskowy, ale w ocenie części ekspertów może również pośrednio wpłynąć na sposób dystrybucji i dostępność tego segmentu rynku.