
Wrocław szykuje jedną z najbardziej odczuwalnych dla mieszkańców korekt stawek za gospodarowanie odpadami komunalnymi od lat. Z projektu uchwały, który 9 lipca trafi pod obrady Rady Miejskiej, wynika, że od 1 września miesięczna opłata za śmieci miałaby wzrosnąć z 41,24 zł do 57 zł od osoby. Oznacza to podwyżkę o 15,76 zł na mieszkańca, przy czym – jak podkreśla magistrat – nowa stawka nadal pozostanie poniżej maksymalnego pułapu 70 zł określonego w przepisach.
Wnioskodawcą projektu jest prezydent Wrocławia Jacek Sutryk. Urząd Miejski argumentuje, że zmiana jest „odpowiedzią na rosnące koszty funkcjonowania systemu gospodarki odpadami” i ma zapewnić jego stabilne finansowanie. Miasto wskazuje na wyraźny wzrost wydatków na odbiór, transport, zagospodarowanie i przetwarzanie odpadów, a także funkcjonowanie Punktów Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych oraz całej obsługi systemu. W porównaniu z 2023 r. koszty w 2026 r. mają być wyższe o ponad 26 proc.
Według szacunków przedstawionych przez władze Wrocławia, utrzymanie obecnych stawek oznaczałoby w 2026 r. lukę finansową rzędu około 50 mln zł w systemie gospodarki odpadami, a w kolejnych latach deficyt byłby jeszcze większy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami system ten powinien się samobilansować, co oznacza, że wpływy z opłat mieszkańców muszą pokrywać wszystkie koszty jego funkcjonowania. To pierwsza zmiana wysokości opłat za śmieci w mieście od ponad trzech lat.
Projekt uchwały zakłada jednocześnie utrzymanie dotychczasowych ulg dla części gospodarstw domowych. Preferencyjne stawki nadal mają przysługiwać rodzinom wielodzietnym oraz właścicielom domów jednorodzinnych, którzy kompostują bioodpady w przydomowych kompostownikach. Ostateczny kształt nowych stawek zależeć będzie od decyzji radnych podczas lipcowej sesji Rady Miejskiej.

System kaucyjny w Polsce przygotowuje się do pierwszego pełnego sezonu letniego z nową infrastrukturą. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zapowiada uruchomienie mobilnych butelkomatów, które mają pojawić się w popularnych miejscowościach turystycznych, w tym przy plażach, oraz w pobliżu imprez plenerowych. Cel jest dwojaki: przechwycić rosnący w wakacje strumień pustych puszek i butelek oraz ułatwić turystom odzyskiwanie kaucji z dala od tradycyjnych punktów handlowych.
Po pół roku funkcjonowania systemu zebrano już 1,6 mld opakowań – poinformowały minister klimatu i środowiska Paulina Hennig-Kloska oraz wiceministra Anita Sowińska. Obowiązujący od 1 października 2025 r. mechanizm obejmuje plastikowe butelki do 3 litrów i metalowe puszki do 1 litra, objęte kaucją 50 groszy, oraz szklane butelki zwrotne 0,5 l z kaucją 1 zł. Opakowania są oznaczane ustandaryzowanym logo z napisem „kaucja” i kwotą zwrotu, a pieniądze można odzyskać bez okazywania paragonu, pod warunkiem że opakowanie nie jest zgniecione.
Latem sprzedaż napojów istotnie rośnie, co szczególnie mocno odczuwają kurorty nadmorskie i miejscowości organizujące koncerty czy festyny. Z tego powodu operatorzy systemu przygotowują się na wzmożony ruch. PolKa (Polska Kaucja) instaluje automaty w pobliżu plaż m.in. w Mielnie, Gąskach i Sarbinowie. Z kolei Kaucja.pl zapowiada stały monitoring sieci i wyznaczenie tzw. okien logistycznych w kurortach, aby szybciej odbierać zgromadzone opakowania w szczytach obciążenia. Dodatkowe, w tym mobilne, urządzenia mają pojawiać się również przy wydarzeniach plenerowych.
Wraz z rozbudową fizycznej sieci butelkomatów resort i operatorzy pracują nad cyfryzacją zwrotu kaucji. Rozważane są rozwiązania pozwalające na przelew środków bezpośrednio na kartę płatniczą oraz obsługa kaucji za pomocą aplikacji. Ministerstwo zapowiada także rozszerzenie systemu o jednorazowe opakowania szklane, a decyzje w sprawie zmian mają zapaść we wrześniu. Okres wakacyjny będzie dla systemu kaucyjnego kluczowym testem – zarówno pod względem logistyki, jak i akceptacji nowych, bardziej mobilnych i cyfrowych form zwrotu pieniędzy przez użytkowników.