
W największej partii rządzącej narasta przekonanie, że obecny model funkcjonowania koalicji się wyczerpał, a przed kampanią parlamentarną planowaną na 2027 r. konieczne są radykalne ruchy. Z nieoficjalnych relacji polityków Koalicji Obywatelskiej i urzędników wynika, że Donald Tusk poważnie rozważa polityczny „reset” w rządzie. Jednym z kluczowych elementów tych przymiarek ma być możliwa dymisja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, ministry funduszy i polityki regionalnej oraz liderki Polski 2050.
Źródła cytowane przez Onet opisują atmosferę w obozie władzy jako porównywalną z okresem po wybuchu afery podsłuchowej w 2014 r. Wskazują, że choć Koalicja Obywatelska wciąż utrzymuje prowadzenie w sondażach, to coraz realniejszy staje się scenariusz, w którym samo zwycięstwo nie gwarantuje większości. Mniejsi partnerzy koalicyjni tracą poparcie, a po stronie prawicy może pojawić się więcej możliwości budowania własnej konfiguracji po wyborach. W tym kontekście Tusk ma dojść do wniosku, że nie może ograniczać się do łagodzenia sporów i czekania na decyzje sojuszników.
Na tym tle rośnie napięcie wokół Pełczyńskiej-Nałęcz. W otoczeniu premiera oceniane jest, że Polska 2050 buduje swoją tożsamość polityczną coraz częściej w kontrze do KO, co obciąża wizerunek całego gabinetu. Szczególne emocje budzą publiczne wypowiedzi ministry, w których sugeruje ona, że „czas na zmiany” i pyta, czy Polacy chcą „piątego rządu Donalda Tuska”. W Platformie Obywatelskiej nie są one traktowane jako intelektualna prowokacja, lecz jako podważanie przywództwa premiera w kluczowym momencie kadencji.
Z relacji polityków wynika, że relacje Tuska z liderką Polski 2050 są coraz bardziej napięte. Według jednego z ważnych urzędników cytowanych przez Onet, premier na posiedzeniach rządu „nie ukrywa, że współpraca z Pełczyńską-Nałęcz to dla niego przykra konieczność” i ma sobie na nią pozwalać w otwarcie drwiącym tonie, do czego — nieoficjalnie — przyłączają się część jego ministrów. W KO przypominane są też wcześniejsze spięcia, w tym ostre wystąpienie Pełczyńskiej-Nałęcz wobec minister klimatu Pauliny Hennig-Kloski podczas debaty nad wnioskiem o jej odwołanie. Na razie decyzje personalne nie zapadły, ale sama skala przecieków o „resecie” pokazuje, że gra o kształt koalicji wchodzi w bardziej konfrontacyjny etap.
Google uruchomiło w Krakowie drugie biuro, wzmacniając rolę miasta jako jednego z kluczowych hubów inżynieryjnych koncernu na świecie. Nowa przestrzeń w kompleksie Tertium przy ul. Lublańskiej powstała na czterech piętrach budynku i oferuje 300 stanowisk pracy. Oprócz powierzchni biurowej przewidziano też laboratoria, sale konferencyjne, przestrzenie wspólne, stołówkę i kawiarnię.
Według dyrektorki krakowskiego oddziału Google Magdy Rabiej, lokalny zespół liczy obecnie ponad 400 specjalistów i nadal rośnie. Krakowskie centrum odgrywa istotną rolę w tworzeniu innowacji dla chmury obliczeniowej Google Cloud oraz systemów mobilnych. To z Krakowa rozwijane są fundamenty infrastruktury do przetwarzania danych, z których korzystają największe światowe przedsiębiorstwa.
Inżynierowie pracujący w dwóch krakowskich biurach – przy Rynku Głównym oraz w kompleksie Tertium – realizują projekty w ramach działu Platforms & Devices. Obejmują one m.in. innowacje w systemie Android, w tym rozwiązania na laptopy, tablety, komunikację biznesową oraz Android Auto, a także rozwój przeglądarki Chrome i całego ekosystemu webowego. W Krakowie prowadzone są również prace nad urządzeniami z linii Pixel oraz budową zaawansowanej infrastruktury inżynieryjnej (PDEIO), która wspiera te procesy.
Nowe biuro wpisuje się w szerszą obecność Google w Polsce. Koncern działa na rynku od 20 lat, a w biurach w Warszawie, Krakowie i we Wrocławiu zatrudnia łącznie około 3 tys. osób. Około 80 proc. polskiego zespołu stanowią programistki i programiści, co – według przedstawicieli firmy – czyni lokalny oddział jednym z najważniejszych ośrodków inżynieryjnych w globalnych strukturach Google.