
Im baden-württembergischen Landtag deutet alles darauf hin, dass die Abgeordneten ab Juli mehr Geld erhalten – und das ausgerechnet in einer Phase, in der im Bund auf eine Diätenerhöhung verzichtet wird. Nach Informationen der Deutschen Presse-Agentur wollen CDU, Grüne und SPD an dem seit Jahren etablierten Mechanismus festhalten, der die Entwicklung der Abgeordnetenbezüge an die Lohnentwicklung im Südwesten koppelt. Die geplante Fortführung des Systems kommt trotz schwacher Konjunktur und anhaltender Spardebatten auf Bundes- und Landesebene.
Über den entsprechenden Antrag soll der Landtag am Mittwoch abstimmen. Beobachter rechnen mit einer klaren Mehrheit: Neben den Regierungsfraktionen von Grünen und CDU will auch die oppositionelle SPD zustimmen. Die AfD hingegen fordert, in diesem Jahr auf eine Anpassung vollständig zu verzichten. Ihr Vorstoß dürfte jedoch mangels Unterstützung der anderen Fraktionen scheitern. Damit würde der automatische Anpassungsmechanismus, der sowohl Erhöhungen als auch Senkungen vorsieht, in der neuen Legislaturperiode fortgeschrieben.
Die Diäten im Südwesten orientieren sich seit 2005 an der allgemeinen Einkommens- und Kostenentwicklung in Baden-Württemberg. Zu Beginn jeder Wahlperiode entscheiden die Abgeordneten, ob das sogenannte Indexierungsverfahren weiter gelten soll. In der Vergangenheit haben die Parlamentarier in Krisenzeiten bereits Ausnahmen gemacht: 2020 nahmen sie eine Nullrunde hin, 2021 wurden die Bezüge abgesenkt. In den Jahren 2022, 2023 und 2024 kam es dann wieder zu Anhebungen.
Zuletzt stieg die steuerpflichtige Grundentschädigung zum 1. Juli des vergangenen Jahres um 5 Prozent auf 9.322 Euro im Monat. Parallel erhöhte sich die Kostenpauschale, mit der etwa Wahlkreisarbeit und Bürobetrieb finanziert werden, auf 2.738 Euro. Der Vorsorgebeitrag für die Altersversorgung der Abgeordneten kletterte auf 2.169 Euro. Befürworter des Systems verweisen darauf, dass das Verfahren politische Einflussnahme auf die eigenen Bezüge begrenzen und Diätendebatten entpolitisieren soll. Kritiker dürften angesichts der wirtschaftlichen Lage dennoch die Frage stellen, ob eine erneute Anpassung zum jetzigen Zeitpunkt ein vermittelbares Signal an die Öffentlichkeit ist.

Jedna z dwóch dróg startowych Lotniska Chopina w Warszawie została wyłączona z użytku po wykryciu drobnych spękań podczas rutynowej inspekcji. Jak poinformował Piotr Rudzki z biura prasowego Polskich Portów Lotniczych i Lotniska Chopina, decyzję o natychmiastowym zamknięciu fragmentu infrastruktury podjęto w niedzielne przedpołudnie, aby wyeliminować jakiekolwiek ryzyko dla operacji lotniczych.
Cały ruch startów i lądowań został przeniesiony na drugą, w pełni sprawną drogę startową stołecznego portu. Zarządzający lotniskiem ostrzegają, że taka organizacja pracy może skutkować niewielkimi opóźnieniami w rozkładzie rejsów. Rudzki podkreśla, że w odróżnieniu od zwykłych ulic, na drogach startowych nie ma tolerancji dla nierówności, dziur czy spękań, dlatego nawet drobne uszkodzenia wymagają natychmiastowej reakcji.
Naprawa nawierzchni została zaplanowana na noc z niedzieli na poniedziałek. Służby techniczne mają wykorzystać specjalną masę uszczelniającą, która musi odpowiednio stężeć, zanim pas ponownie zostanie udostępniony samolotom. Wysokie temperatury panujące w kraju komplikują proces, ponieważ utrudniają właściwe wiązanie materiału, jednak – jak zapewnia przedstawiciel lotniska – dobrana zostanie technologia pozwalająca na bezpieczne zakończenie prac.
Jeśli nocne działania przebiegną zgodnie z planem, w poniedziałek rano operacje lotnicze na Lotnisku Chopina powinny znów odbywać się na obu drogach startowych. Stołeczny port, który w 2025 r. obsłużył 24 mln pasażerów i oferuje w sezonie letnim połączenia do 142 miejsc docelowych, pozostaje jednym z kluczowych węzłów przesiadkowych w Europie Środkowo-Wschodniej, a częste – co najmniej kilkukrotne w ciągu dnia – kontrole nawierzchni mają utrzymać ten poziom bezpieczeństwa przy rosnących potokach ruchu.